Kierownik wszedł do sali, przeprosił, że przeszkadza, i zapytał właściciela, czy może zamówić części za osiemset złotych.
Właściciel powiedział „tak, jasne" — nawet nie odrywając wzroku od notatek.
Kiedy kierownik wyszedł, zapytałem, ile razy w tym roku odpowiedział na takie pytanie „nie". Zamyślił się. „Chyba raz. Może dwa."
Zapytałem więc, po co odpowiada na pozostałe kilkaset.
Zadania oddajemy łatwo. Decyzje — nie
Większość właścicieli delegowała już mnóstwo pracy. Ktoś fakturuje, ktoś obsługuje klientów, ktoś prowadzi produkcję. Na papierze wygląda to jak dojrzała organizacja.
A jednak wszystko wraca. Bo oddane zostało wykonanie, a nie prawo do rozstrzygania.
Różnica jest ogromna. Jeśli ktoś wykonuje, ale nie decyduje, to każde odstępstwo od normy — a odstępstwa są codziennością — musi wrócić do Ciebie. Zatrudniłeś więc kogoś, kto przynosi Ci pytania szybciej niż wcześniej.
Jak wygląda oddanie decyzji w praktyce
To nie jest rozmowa motywacyjna typu „od dziś decydujcie sami". To nigdy nie działa, bo ludzie nie wiedzą, gdzie kończy się ich prawo, a zaczyna ryzyko utraty pracy.
Oddanie decyzji ma trzy elementy, które trzeba nazwać wprost.
Zakres. Co dokładnie ta osoba rozstrzyga sama — jakie sprawy, do jakiej kwoty, przy jakich klientach.
Granica. Kiedy ma przyjść do Ciebie. Ta lista powinna być krótka i konkretna, bo jeśli brzmi „w ważnych sprawach", to każdy uzna za ważne wszystko.
Sposób rozliczenia. Co przeglądacie i jak często. Nie po to, żeby kontrolować każdy ruch, tylko żeby ta osoba wiedziała, po czym pozna, że robi dobrze.
Kartka z tymi trzema rzeczami, podpisana przez was oboje, robi więcej niż pół roku rozmów o samodzielności.
Najtrudniejszy moment przychodzi później
Prędzej czy później ktoś podejmie decyzję inną, niż Ty byś podjął. I to jest sedno całej sprawy.
Jeśli w tym momencie wejdziesz i odwrócisz decyzję, cofasz cały proces do punktu wyjścia. Zespół zapamięta jedno: „i tak trzeba pytać szefa".
Dlatego pytanie, które zadaję właścicielom, brzmi: czy ta decyzja była zła, czy tylko inna niż Twoja?
Jeśli tylko inna — zostaw ją. Naprawdę. Koszt gorszego wyboru w jednej sprawie jest mniejszy niż koszt firmy, w której nikt nie decyduje.
Jeśli była zła — poprawiacie zakres i granice, ale nie odbierasz uprawnień. Odebranie mandatu po pierwszym błędzie to najszybszy sposób, żeby już nigdy nikt go nie chciał.
Sprawdź to u siebie
Weź trzy ostatnie sprawy, które do Ciebie wróciły. Przy każdej odpowiedz na jedno pytanie: czy ktoś w firmie ma spisane prawo, żeby to rozstrzygnąć?
Jeśli przy wszystkich trzech odpowiedź brzmi „nie" — masz właśnie listę pierwszych trzech decyzji do oddania.
To one, a nie kolejne zadania, kupują Ci czas.